Najważniejsze #informacje ze świata mediów

Browse By

Sportlight Extra #48

Wczoraj Barca zrobiła powrót stulecia. Ponieważ w głównym Sportlighcie nie mam za bardzo jak tego umieścić (zasada przemienności spotkań), to tutaj napiszę co i jak się działo, a także moja opinia! Czyli sezon wiosenny z magazynem, gdzie czasem słowo o futbolu się zdarza uznaję za otwarty!

Przed meczem większość ekspertów skazywała Barcę na pożarcie, wrzucała ich już nawet do wulkanu bez spisania ostatniej woli, a o Paryżanach mówiono, że są świetni, znakomici, że ten wynik daje im pewny ćwierćfinał. Pewność siebie była zbyt duża. Zbyt. Stan dwumeczu to było 4:0 po meczu w Parku Książąt, stąd było duże prawdopodobieństwo eliminacji Blaugrany.

Starcie w Barcelonie przyszło oglądać 96 290 kibiców i się nie zawiedli. Pierwszą bramkę w trzeciej minucie na -3 i 1:0 strzelił Luis Suarez, była to główka wybita z bramki, ale że sędziemu bzyknął zegarek, to gol uznany! W następnych minutach Barca próbowała strzelić kolejne bramki, to się nie udało, ale sędzia za to rozdawał kartki jak szalony! W 5′ Matuidi, w 14′ Draxler. To dla PSG. Potem dla Barcy. 23′ Pique (zły wślizg), 36′ Busquets. I samobój. 40. minuta będzie Kurzawę (hiszpańscy komentatorzy: Kurcawa!) prześladować po nocach, piłka mu się nabiła, odbiła i wpadła do siatki, a Kevin Trapp tylko wstał z ziemi i patrzył za straconymi marzeniami. 2:0. Tak było do przerwy, pomijając jedno żółtko Cavaniego. Nawet napastnik! Po tej połowie wiele osób już wspomniało, że jakby PSG dało się dogonić, to będzie to największe frajerstwo w XXI wieku w LM. A moim zdaniem nawet w całej 25-letniej historii rozgrywek. Druga połowa to rzut karny podyktowany po odbiciu się Neymara od potykającego się Meuniera, sędziowie byli zgodni i nawet nie dali punktów za wiatr! Tak to wyglądało, nie była to jakaś specjalna akcja wymierzona przeciwko Neymarowi, sędzia miał prawo to inaczej zinterpretować. Myślę, że gdyby nawet był VAR zastosowany, to interpretacja mogłaby być podobna. A Messi uderzył w lewy dolny korner, 3:0, -1, 94 bramka w rozgrywkach, tylko jeden gol za Ronaldo. Remontada była nadal niepełna, a taki jakby mały gwoździk do trumny wbił Edinson Cavani, strzelając na 3:1 w 62′, dostał piękne dośrodkowanie z rzutu wolnego po faulu Rakiticia, tylko wykorzystał odbicie się piłki i z woleja potraktował ter Sztejgena. Następnie okres walki Barcy o wynik, Neymar i Suarez zostali potraktowani żółtkami przez sędziego, a ten drugi za symulkę! To nie przejdzie, panie Gryzak! W 76′ został wprowadzony Sergi Roberto (celowe wspomnienie!). W 88′ rozpoczęło się 7 minut, które wstrząsnęły Paryżem! Neymar strzelił gola z rzutu wolnego i znowu było -1, bo 4:1, piękne uderzenie w lewy górny korner. W pierwszej minucie doliczonego czasu podyktowano drugiego penalty, tym razem po faulu Marquinhosa na Suarezie, którego obił udem i kolanem, a Suarez wylądował na trawie. A karnego wykonał Neymar i było 5:1, 5:5 w dwumeczu! A było doliczone 5 minut. W 93′ Meuniera zastąpił Krychowiak. I tyle można powiedzieć o jego grze. W ostatniej minucie czasu pod pole karne poszli wszyscy piłkarze Barcelony, nawet ter Stejgen, postawili  wszystko na jedną kartę. Krótko rozegrano rzut wolny,  Neymar podszedł pod pole karne, podcinka, Roberto z laczka i Barca ćwierćfinał, a telewizor latający w Paryżu! Kibice tacy byli glośni, że komentatorów prawie nie było słychać. Spalonego nie było, no chyba, że był Messi, ale on w tej akcji nie uczestniczył, nie dotknął piłki.  Krzątał się gdzieś w prawej części pola karnego.

Barcelona odwaliła kawał dobrej roboty w tym meczu, a PSG tylko może się wstydzić. Frajerstwo sezonu, frajerstwo stulecia się dokonało. Myślałem, że frajerstwem był remis Polski z Kazachstanem w wygrywanym meczu 0:2, a także wygrana tylko 2:1 z Armenią, w dodatku, w doliczonym czasie, ale to przebija znacznie. Przegrać wygrany dwumecz, pan Emery jest teraz pewnie załamany i nie ma jak wyrazić tej sytuacji. Zabrakło pokory i chłodnego patrzenia na sytuację, praktycznie byli niewidoczni jego piłkarze. To jest doskonały przykład na to, że piłka uczy pokory. Enrique ustawił dobrze drużynę na remontadę, która się dokonała, przez którą Maciek Krawczyk z Footrolla stracił włosy, a Barca zyskała nie włosy, ale ćwierćfinał! A była skreślana. Ja kibicuję Realowi Madryt, ale w tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak bicie braw. Odrobili wynik, który zresztą jeszcze im się zwiększył do odrobienia podczas meczu i jeszcze wygrali. Real w Madrycie przegrywał 0:1, wygrał 3:1. W Napoli przegrywał 1:0, wygrał 1:3. Deja vu! I tak samo Mertens trafił dla Napoli!  Wracając, jeden rzut wolny (jak Szkocja vs Polska!) zadecydował o wygranej Barcy. Remontada kompletna. Enrique przeszedł do historii. To jest cecha hiszpańskich klubów, że potrafią odrabiać wyniki w przegranych dwumeczach i jeszcze triumfują.  Zrobiła na mnie wrażenie sytuacja odrobienia wyniku i triumfu, w dodatku w tym momencie meczu, w którym najwięcej zawałów serca może się wydarzyć. To jest atut. Myślałem, że nie ma czegoś, co może mnie zadziwić w futbolu, a jednak jest! Liczę na to, że Barca dojdzie do półfinału, no finał góra. Może nawet Gran  Derbi? Nie pogardziłbym. 

I tym akcentem kończy się to wydanie, dzięki za przeczytanie i mam nadzieję, że będziecie przy następnej okazji! Mam zamiar pisać co tydzień-dwa te „Extra”, zobaczymy, jak czas pozwoli. Trzymajcie się i na razie!

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestPrint this pageEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *