Najważniejsze #informacje ze świata mediów

Browse By

Sportlight #197 Champions League Edition

„Idę skoczyć z mostu!” – to pomyślał fan Monako po dwumeczu z Juventusem. Problem jest jeden. W Monako nie ma mostów! Cześć, witam po maturalnej pauzie (zostało geo i polak ustny, ale tu spiny nie ma!) i zapraszam na podsumowanie półfinałów Czempions Ligi, w której ktoś wygrywa, ktoś przegrywa!

[intro]

Sponsorem transmisji jest Pepsi, które mnie nawadnia oraz YT, który mi dostarcza pożywkę w postaci skrótów Czempions Ligi UEFA!

Na początek podsumujemy dwumecz pomiędzy drużynami AS Monako i Juventusem Turyn, ta pierwsza wywalczyła awans z ćwierćfinałów z Borussią Dortmund (ten niezwykle dramatyczny przed pierwszym meczem) ogólnym rezultatem 3:6, to ich pierwszy raz w półfinale, więc tym bardziej cieszy. Juve wygrało bezboleśnie dwumecz z Barcą 3:0 u siebie i 0:0 na Camp Nou, także FC Barcelona odstawiona, remontady nie było, a Messi mógł iść suszyć pranie! Pierwszy mecz odbył się w Monako na stadionie Louisa II. W pierwszej części gry Juventus przeprowadził parę ataków, najskuteczniej on wypadł w 29. minucie, kiedy to Gonzalo Higuain wpadł w pole karne i strzelił bramkę na 0:1 dla gości. Monako wtedy jakby się obudziło, bo oni też wyraźnie chcieli zdobyć ten awans do finału. W pierwszej połowie to tyle, kolejna miała skuteczne parę okazji w wykonaniu Juventusu, w 59′ gruby Igła znowu zdecydował się strzelić, a piłka poleciała obok Subaszicia i dała wynik 0:2 dla Mistrzów Włoch. Jak widać, gruby nie tylko na bramkę! Kamil Glik zagrał porządne spotkanie, miał nawet okazję bramkową, lecz tym razem nie udało się pokonać dzielnego, poczciwego Gianluigiego Buffona, który śrubował rekord Czempions Ligi bez puszczonej bramki! W pierwszym meczu było tyle bramek i tyle okazji, Monako musiało więc spotkanie wyjazdowe na Juventus Stadium w Turynie wygrać 0:3 jednak twarda, pięcioosobowa defensywa Juventusu tylko mogła przyglądać się rozpaczliwym próbom walki o triumf przyszłych Mistrzów Francji.

Drugi mecz 6 dni później i wpadły kolejne bramki Juventusu, w 33′ Mario Mandżukić ładnym uderzeniem ponownie pokonał Subaszicia i tym samym zamknął furtkę do finału drużynie z Księstwa Monako. Aha, kłódkę założył 11 minut później Dani Alves golem na 2:0, pokazał też Barcelonie, że sprzedaż go do Juventusu to był dobry deal! Stan dwumeczu to już było 4:0, w drugiej części gry nie brakowało okazji, Monako jakby chciało dalej walczyć. Pisałem o Gigim Buffonie. Że śrubuje rekord. No dobra. Młody Kylian Mbappe (jeszcze Lotę tam ma!) stwierdził, że skoro jest sensacją sezonu w Europie, to zrobi jeszcze jedną sensację i tak o se walnie bramkę starszemu o ponad 20 lat bramkarzowi Juventusu! Rekord poszedł w pizdu, zostaje to co zrobił w annałach, 2:1! Mbappe jeszcze nieźle zamiesza w Lidze Mistrzów, róbcie screeny! Pod koniec meczu doszło do rzeczy, po której czerwona kartka mogłaby zostać przyznana. Mówię o brutalnym przejściu Kamila Glika po nodze Gonzalo Higuaina, pewnie nadal w nim burzy się ta nienawiść do Juventusu zaszczepiona w Torino, a że spotkali się ponownie, to sobie o przeszedł. Sędzia uznał, że to był faul jak faul i Kamil nie zasłużył na kartkę. Gdyby był VAR, to pewnie czerwona kartka zostałaby przyznana po konsultacji, bo szczerze mówiąc, tej brutalności nie powinno być. To i tak nie zmienia faktu, że na tym etapie Polak żegna się ze swoją drużyną z marzeniami o Pucharze Europy, jest to jednak doskonały prognostyk na przyszłość, że AS Monako w następnych latach będzie niesamowicie broić w europucharach, bo nie wyobrażam sobie, że to taki wyskok jednorazowy, jak teraz zrobiło Leicester. Życzę im wszystkiego dobrego, może nawet finału LM w przyszłym roku! A Juve ma kolejny finał w przeciągu ostatnich lat, znowu podejmie drużynę z Hiszpanii – w dodatku, z Madrytu! Jaką? O tym już zaraz!

STAN DWUMECZU: 4:1 DLA JUVENTUSU

THE CHAMPIONS!

Signioras un seniores, spectatores –  a propos drużyn z Madrytu, doszło do kolejnych w przeciągu ostatnich lat derbów Madrytu w Lidze Mistrzów! Tym razem Real z Atletico w półfinale walczyli o finał, fani Realu, Lester i Bajeru po stronie wiadomej, a fani Barcy, Bayernu, Napoli po czerwonej stronie Madrytu! To nie zmienia faktu, że pierwszy mecz gospodarzyło Estadio Santiago Bernabeu! W pierwszym meczu zdecydowanie lepiej prosperował Real Madryt, który rozpoczął mecz mocnym uderzeniem w 10. minucie za sprawą gola Cristiano Ronaldo! Prawdziwa poezja! W następnych fragmentach gry Atletico udawało się przejmować inicjatywę, jednak ich szybko wyłapywał Bóg Doliczonego Czasu Gry (nie piszę kto, bo kojarzycie!)! Zaraz padnie komentarz: „Rafał, nie zesraj się nad tym Ramosem!”… Real Madryt ukazywał swoje i Atletico wady, swoje w postaci licznych błędów w napadzie – tu ludzie wytykają, że łysy Zinedine Zidane mógłby wystawić Alvaro Moratę (który ostatnio gra w tzw. składzie B Realu na słabsze drużyny w La Lidze sponsorowanej przez Santander), a z kolei zwariowany Diego Simeone ma problemy w obronie, a Diego Godin niczego sam nie pokryje. W pierwszej połowie oprócz paru ataków nie zobaczyliśmy zbyt wiele, dlatego już lecimy do drugiej! W drugiej Real stwierdził, że jeszcze bardziej zdeklasuje drużynę z drugiej części Madrytu i tak w 73′ Ronaldo stwierdził, że znowu sobie lutnie i zaskoczy Oblaka, było już 2:0, a żeby jeszcze zrobić większą bekę, to w 86′ Ronaldo sobie w polu karnym przyjął dośrodkowanie i kropnął tak, że Oblakowi tylko pozostało patrzeć! 3:0, tyle w tym meczu, Ronaldo zabiera piłeczkę do domu, a Griezmann wciąż myśli, czy zgolić ten babski fryz, czy go pozostawić bo przecież Francuzi też tak często wyglądają!

Drugi mecz był ostatnim na Estadio Vicente Calderón, gdyż od przyszłego sezonu Atletico będzie użytkowało nowy stadion, przede wszystkim większy! W pierwszej części gry można było odczuć, że Real spuścił z tonu i zamiast pędzić po kolejne bramki, oni przyjęli motto Artura Schopenhauera i udali się w nicość! Tak oto Saul Niguez w 12′ wykorzystał błędy w obronie, tegoż Ramosa również i pokonał Keylora Navasa, który – o dziwo! – w pierwszym meczu zachował czyste konto! Cztery minuty później Griezmann został sfaulowany w polu karnym, co dało penalti, który on również wykorzystał i tak oto było 2:0. Zrobiło się niebezpiecznie i wesoło, bo tylko jednego gola brakowało Atletico do dogrywki, a Realowi jednego gola do zawału serca, bo wtedy Ramos musiałby znowu zrobić trick z 90+4! W 42′ Karim Benzema popisał się niesamowitym kunsztem technicznym, grał z Isco, a Isco pokonał Oblaka i tak było 2:1, Real w finale, bo Atletico w tym momencie musiało zdobyć trzy gole, a przy obecnym stanie drużyny to było niemożliwe! W drugiej połowie tego partido Simeone znowu skakał niczym cheerliderka przy bocznej liniii, bo to Atletico było blisko, bo to sytuacja bramkowa Realu, bo zaczęło kapać…co? Będzie mi tego brakowało, Diego! Ale serio, kapać? No tak, nad Madryt nadeszły chmury burzowe, w 86′ zaczęła się ulewa, pojawiły się grzmoty i błyskawice, Diego Simeone skorzystał z okazji i ubrał kurtkę, a Zinedine Zidane chciał pokazać, że jego łysina jest wiecznie nieprzemakalna i nie ubrał kurtki, pomimo propozycji od asystenta! Zawodnicy niczym Zizou wytrwali doliczone dwie minuty, sędzia gwizdnął i Real w finale! Drugi mecz znacznie gorszy dla piłkarzy z Santiago Bernabeu, ale udało się Los Blancos utrzymać korzystny rezultat i tak oto drugi rok z rzędu są w finale. Na pochwałę zasługuje dobra postawa piłkarzy Atletico w tym spotkaniu, odrodzili się po niebycie w pierwszym meczu!  Czy Real obroni tytuł sprzed roku jako pierwszy klub w historii? Mam ku temu duże obawy, bo defensywa Juventusu przepuściła dopiero pierwszego gola w fazie pucharowej w ostatnim meczu, pewnie to będzie mecz niezwykle zacięty i możemy obejrzeć kolejną serię rzutów karnych w ostatnich latach.  Juventus może mieć szansę na triumf większą, niż nigdy wcześniej! Jednak jeśli mecz zakończyłby się w regulaminowym czasie, to Real wygra 1:0. Było tego blisko w zeszłym roku. Będzie tak w tym roku? Zobaczymy!

STAN DWUMECZU: 4:2 DLA REALU MADRYT

Tym akcentem kończy się 197. magazyn, dzięki za przeczytanie i do zobaczenia w przyszłym tygodniu! Zbliżamy się do dwustu wydań, jest więc pytanko –  czy chcecie z okazji dwusetnego wydania jakiś challenge (ta, WYPIJ WODĘ Z KRANU CHALLENGE!!!!!!!!!1111ONEONEONE), wywiad z kimś znanym i lubianym, czy może chcecie, abym poszedł na jakiś mecz i zrobił z tego relację (niekoniecznie LIVE, bo na mecze Śląska akredytacji chyba już nie pyknę)? Piszcie w komentarzach, jeżeli pomysł będzie do zrealizowania, to jak najbardziej pochylę mój łeb nad tym problemem! Dzięki raz jeszcze i do zobaczenia!

[outro]

Sponsorem transmisji było Pepsi, które mnie nawadnia oraz YT, który mi dostarcza pożywkę w postaci skrótów Czempions Ligi UEFA! Nie, nie wysyłajcie kodów spod nakrętek Pepsi, bo pewnie bilety na finał już są rozlosowane!

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestPrint this pageEmail this to someone

One thought on “Sportlight #197 Champions League Edition”

  1. AG says:

    Oby juve pokonało białych w finale #JuveMusisz!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *