Najważniejsze #informacje ze świata mediów

Browse By

Sportlight #205

Halo? Łymbledon! Powracamy na trawiaste korty w Londynie, aby kolejny raz zająć się tenisem w pełnej krasie! Też mistrzowskiej, bo Kubot i Melo. W 205. magazynie odtańczymy kankana ku chwale polskiego tenisa!

Dzisiaj zakończył się Wimbledon, trwał od pierwszego poniedziałku lipca do  dzisiaj, rozegrano bowiem dnia ostatniego finał singla panów, w którym zagrał Roger Federer z Marinem Ciliciem, oni w półfinałach pokonali kolejno Tomasza Berdycha (ten pokonał Djoko, bo ten z kolei skreczował) i Sama Querreya (ten pokonał Andy’ego Murraya w ćwierćfinale – ma gest!). Mecz finałowy był krótki i bezbolesny, Cilić walczył z własnymi słabościami, z bólem nogi (była przerwa medyczna), ale walczył dzielnie do samego końca, przegrał finał z Federerem 3:6, 1:6, 4:6, ale zyskał uznanie arcymistrza tenisowego. Federer wygrał ósmy Wimbledon w swojej karierze, wcześniej zdobywał mistrzostwo Wimbledonu w latach 03-07, 09, 12 i 2017, czym przebił Pete’a Samprasa, który triumfował w latach osiemdziesiątych. Absolutnie legenda. Oglądanie jego gry to prawdziwa poezja, porównać to można do gry na skrzypcach, albo na wiolonczeli, bo to jest właśnie ten kunszt i ta kwintesencja gry. Następny Wielki Szlem w Nowym Jorku, do US Open zostało półtorej miesiąca! A jak tam Janowicz? Po niezwykle ciężkich treningach w szopie, dzielny JJ powrócił na korty! Trochę dobrze pograł w Hamburgu, a teraz na Wimbledonie miał nas zaskoczyć! I faktycznie, dobrze mu szło, bo pokonał w pierwszej rundzie Szapowałowa, w drugiej rozstawionego z 14 Pouille, a w trzeciej Paire zniszczył go w trzech setach 6:2, 7:6 (do 3) i 6:3, czym zapobiegł mękom JJ-a z Andy’m Murrayem (który w kolejnej rundzie pokonał Paire!). No, także tyle go świat widział i tyle słyszał, a czy wystąpi w US Open, to się okaże w następnych tygodniach! Oby jego spalone ego go nie spaliło doszczętnie, choć chyba jest już za późno.

Wczoraj z kolei rozegrano finał pań, w nim zmierzyły się dwie rywalki, z czego jedna legendarna – Venus Wlliams (w półfinale pokonała Kontę, za co ma travel bana do UK od kibiców!) walczyła z Garbine Muguruzą (w półfinale pokonała niesamowitą Słowaczkę Rybiarzikową, która dostała się do turnieju dzięki ochronie rankingu!), dzielną Hiszpanką, która już była w 2015 roku w finale, ale tam ją zmiotła Serena Williams 2x 6:4, obecnie na macierzyńskim, ale trenuje! Tym razem to Muguruza pobawiła się w Serenę, w pierwszym secie walka była zacięta i wygrała go 7:5, drugi wygrała – jak to się nazywa – „złoty set” 6:0, nie straciła gema, zmiażdżyła, zmasakrowała, zaorała Venus Williams i pokonała pięciokrotną mistrzynię Wimbledonu, zdobywając swój drugi wielkoszlemowy tytuł, pierwszy wygrała rok temu na mączce w Paryżu, z Sereną, którą zmiotła w dwóch setach, tylko drugi do 4, a nie do 0. Zapytacie jak tam Agnieszka Radwańska – w formie! Trzy rundy przeszła nawet w miarę fajnie (tylko nie wiem po co traciła pierwszy set w meczu 2 i 3 rundy!), ale w czwartej napotkała Rosjankę Swietłanę Kuzniecową, która zmiażdzyła Polkę w dwóch setach 6:2 i 6:4, pierwszy set to był jakiś dramat dla Polki i ja w rezultacie zmieniłem kanał na Polsat Sport Extra (bo Kubot grał!), ale drugi set jakoś wytrzymałem, jakoś się ratowała Polka, ale ostatecznie przegrała. Mam wrażenie, że w niej już się coś wypaliło i nie ma tej mocy, co przed laty. Na pewno radzi sobie słabiej, nie ma tego pędu, tych emocji. W tym sezonie 2 runda Australian Open, 3 runda French Open, 4 runda Wimbledonu. No to idąc takim tokiem rozumowania, na US Open będzie ćwierćfinał!  Jej najlepsze osiągnięcie to czwarta runda i przydałoby się to poprawić na twardej nawierzchni, ale co roku czegoś brakuje. Mam nadzieję, że w tym roku się uda lepiej zagrać.

Tymczasem w deblu panów zadziała się rzecz niesłychana, o której będziecie mówić dzieciom, a dzieci swoim dzieciom! Łukasz Kubot w parze z Marcelo Melo z Brazylii dotarł do finału na Korcie Centralnym, w którym zmierzyli się z Austriakiem Oliverem Marachem i Chorwatem Mate Paviciem (którzy w swoim półfinale przeżyli męki pańskie w piątym secie, wygrywając go wynikiem 17:15, wow!). Mecz rozpoczął się po godzinie 17:10, pierwszy set przegrała Polsko-Brazylijska para 5:7, w drugim secie było już lepiej, bo wygrali go tym samym stosunkiem, ratowali sytuację i tyłki. Trzeci set i równa gra pozwoliła na wyprowadzenie się na prowadzenie w meczu, set wygrali do 2 w tie-breaku, czyli 7:6. W czwartej partii adrenalina i moc opadła, Polak i Brazylijczyk opadli z sił i dali się wykorzystać przez Austriaka i Chorwata, którzy wygrali z nimi partię 3:6. Czwarta partia była zdecydowanie najsłabszą dla polsko-brazylijskiego duetu, jednak ta piąta to taka nauka dla tych, którzy twierdzą, że deblowy tenis jest nudny. Walka gem za gem, 4:4, 5:5, 6:6, 7:7, przy 7:6 była piłka mistrzowska dla naszej pary, 8:8, 9:9, 10:10, 11:11. I przy tym stanie stało się to, o co dopraszał duet austriacko-chorwacki, czyli rozpoczęto zamykać dach i włączać oświetlenie, bo mogło dojść do sytuacji, że fikuśna, zielona piłka mogłaby stać się niewidoczną! Okolo 21:45 przerwano mecz, by po dziesięciu minutach przerwy wznowić grę na zaledwie sześć minut, by polsko-austriacka para mogła wygrać dwa gemy, piłka po returnie Kubota trafiła do Pavicia, który uderzył ją w siatkę! Stało się już to faktem, Kubot i Melo mistrzami Wimbledonu! Ostatni set to był prawdziwy dreszczowiec, nabawiliśmy się tyle zawałów serca, ile dawniej spotykało nas podczas jednego meczu piłki ręcznej!  Set piąty zakończono wynikiem 13:11, Kubot odtańczył rytualnego kankana, Melo padł na ziemię, a  Austriak i Chorwat ukryli się w ręcznikach! Nagrody wręczono w sposób niemal błyskawiczny, nie było wywiadów, ale puchary otrzymali! Wielki triumf i wielka historia polskiego tenisa się dokonała na naszych oczach, Kubot wygrał drugiego debla wielkoszlemowego, więcej niż Fibak, wygrał więcej Szlemów niż JJ i Radwańska razem wzięci! Jak powiedział Tomasz Tomaszewski wczoraj, jego ojciec tych sukcesów nie doczekał, ale ja jestem przekonany, że ś.p. Pan Bohdan oglądał ten mecz z Nieba i na pewno skomentował ten mecz w niezwykle poetyckim i artystycznym dla niego stylu. Kubot i Melo już niedługo wracają na korty, tym razem ich droga będzie się kierować ku Nowemu Jorkowi i US Open!

I teraz sprinterska wzmianka, bo wyobraźcie sobie, że po meczu Kubota i Melo na tym samym Korcie Centralnym rozegrano finał debla pań, w którym zagrała para Makarowa-Wesnina (Rosja) z parą Hao-Ching (Chińskie Tajpej)-Niculescu (Rumunia). I był to błyskawiczny pokaz tenisa, bo dwa sety po 6:0 wygrały panie rozstawione z numerem drugim, przedstawione przeze mnie jako pierwsze.  Był to pierwszy tytuł dla rosyjskich tenisistek deblowych od upadku CCCP, także tym większy sukces dla ulubienic Władimira Putina! Dostaną ordery, sławę, chatę, Ładę i cokolwiek zapragną!

Tym niezwykłym akcentem i polskim triumfem kończy się 205. magazyn, dzięki, że byliście i mam nadzieję, że będziecie w kolejnych tygodniach! Nie zapomnijcie o komentarzach, szerowaniu tych moich wypocin, aby świat się dowiedział, państwo rosło w siłę, a mnie żyło się dostatniej! Do zobaczenia następnym razem, trzymajcie się!

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestPrint this pageEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *