Najważniejsze #informacje ze świata mediów

Browse By

Sportlight Extra #56

„Współcześni gladiatorzy” – ile razy słyszymy to od lektora, który czyta kolejną zapowiedź gali KSW w Pejperwiu! Dzisiaj chciałbym się jednak pochylić nad tym problemem, kto tak naprawdę zasługuje na miano „współczesnych gladiatorów”. W 56. magazynie o patetycznym nazewnictwie.

Taka sytuacja. Oglądam telewizję, akurat sobie leci Polsat, albo Polsat News (lub inna pochodna!) i widzę reklamę KSW, słyszę lektora, który mówi, że „współcześni gladiatorzy zmierzą się w oktagonie!”. I potem standardowy tekst, żeby zamówić dostęp do walki, trzeba wysłać pod numer 7643 numer karty dekodera kropka WALKA.  Ale nie, nie chodzi mi kompletnie o zamawianie walki, odstawcie telefony, bo tylko wam hajs zeżre! Chodzi o pojęcie „współcześni gladiatorzy”. Taki sens historyczny (jeżeli nie cierpicie nawijki historycznej, przewińcie w dół!), w starożytnej Italii, kiedy to rządził Juliusz Cezar, Oktawian August i tak dalej, walki odbywały się na arenach, największą z nich bylo Koloseum w Rzymie, które to było najwyższym wyróżnieniem dla takiego walczącego. Walczących określano pojęciem „gladiatora”, które wzięło się od słowa łacińskiego gladius, czyli miecz. Potem idący na śmierć pozdrawiali Cezara. Następnie toczyli walki między sobą, a także ze zwierzętami (najbardziej widowiskowe) na oczach setek tysięcy widzów. Zwycięzca mógł być tylko jeden, on przetrwał na arenie, a rządzący decydował kciukiem, czy temu gladiatorowi daruje życie, czy skaże go na śmierć.  Kciuk w górę to życie, w dół – śmierć, ale niektóre źródła mówią, że było odwrotnie.

„Współczesny gladiator” walczy z gwiazdami MMA, często też z samym sobą i wieloma przeciwnościami losu. Ten gladiator ma za zadanie pokonać w ramach regulaminowych przeciwnika, ma za zadanie go znokautować. Miano gladiatora nadano, bo walczą na ringu. W starożytnym Rzymie to była piaszczysta arena, w dzisiejszych czasach to jest oktagon, czyli po prostu klatka, a wokół publiczność, pierwsze rzędy zajmują, jak za dawnych lat, najważniejsze osoby z otoczenia gladiatorów, czyli wszelkiego rodzaju WAGsy i celebryci. W następnych rzędach są ci normalni ludzie i normalniejsi, którzy wywalili hajs na miejsca VIP! Ci jeszcze normalniejsi zostają w domu i oglądają galę w swoim telewizorze za pośrednictwem najwspanialszego wynalazku cywilizacji, jakim niewątpliwie jest PPV! Ewentualnie używa internetu, znajduje streamy, za które streamujący może wylądować w pace na wiele lat, ale przynajmniej stanie się więźniem, czyli też takim gladiatorem, walczącym ze współwięźniami często o przetrwanie!

Ale czy pojęcie „współczesny gladiator” może tylko odnosić się do walczących zawodników Mixed Martial Arts? Przecież nikt przy definicji tego związku wyrazów nie napisał, że to ma kopyrajt albo znak zastrzeżony czy patentowy! Moim zdaniem ci „współcześni gladiatorzy” są strasznie zawężeni, bo przecież nie tylko walczący w MMA, nie tylko bokser jest współczesnym gladiatorem. Teraz przychodzi ta część, kiedy będę wymieniał, kto może być współćzesnym gladiatorem obok tych MMowców!

„Współczesnymi gladiatorami” są tenisiści wychodzący na kort, gdzie po kilka-kilkanaście tysięcy ludzi na trybunach obserwuje ich rywalizację. Wielokrotnie oni walczą z wiatrem, słońcem, deszczem i ze zmęczeniem. No, szprycują się tymi żelami energetycznymi, ale tu już mniejsza. Gdy przychodzi moment, kiedy spotyka ich kontuzja, uraz lub lekka niemoc, to oni niczym gladiatorzy padają na trawę/mączkę/twardą nawierzchnię i cierpią. Cierpienie nieraz obserwują setki tysięcy widzów na świecie przed telewizorami i nic na to nie mogą poradzić. Tenisista prosi o przerwę medyczną, całe opatrywanie, badanie, ból – oni to widzą. Mecze nieraz trwają po kilka godzin, nieraz po kilka dni, czasem bez żadnych przerw, bo zdarza się słoneczny dzień i nie pada deszcz. A gdy jest jeszcze gorąco, wtedy jest dramat kompletny. Słabość przychodzi nieraz w momencie najmniej spodziewanym, a często jest to moment prowadzenia w spotkaniu. Wyobraźcie sobie, jaki wtedy jest ból mentalny, że prowadzisz w spotkaniu, ale nie możesz go do końca dograć. Walczysz ze sobą, jeżeli chcesz kontynuować grę. Walczysz, bo musisz. Choć to zdrowie jest najważniejsze i organizm nieraz odmawia posłuszeństwa.

„Współczesnymi gladiatorami” są piłkarze, rozgrywający mecze na stadionach. Dramaty związane z kontuzjami obserwują dziesiątki tysięcy kibiców na trybunach, gdy ty cierpisz, media społecznościowe żyją przypuszczeniami, sensacjami, strategiami i twoim dramatem, który rozgrywa się just here, just now! Przypuszczają, co mogło się stać, zamieniają się w ekspertów, podczas gdy dla Ciebie ból staje się nie do zniesienia. Gdy dowiadują się, wylewa się fala współczucia. Bo nic innego nie mogą. Sytuacja zmienia się, gdy strzelisz bramkę na ich oczach. Obrót o 180 stopni. Jesteś bohaterem drużyny, z tej walki wychodzisz zwycięsko, gdy drużyna wygra mecz. Jesteś na okładkach gazet, portali, które tworzą z tobą clickbaity i inne tricki, dzięki czemu to oni zarobią więcej hajsu za kliknięcia niż ty za ten mecz. A ty masz satysfakcję. W następnych tygodniach to powtarzasz i wciąż jesteś gladiatorem wychodzącym zwycięsko ze swoich starć.

„Współczesnymi gladiatorami” są też chociażby szachiści! No hej, oni walczą z wieloma przesileniami umysłowymi, spójrzcie na mecze o mistrzostwo świata, gdzie Magnus Carlsen walczy przez trzy tygodnie z pretendentami do jego tytułu. A zdarza się, że pomiędzy dniami rywalizacji ma tylko kilka godzin przerwy. I gdzie tu regeneracja, jeżeli cały czas myśli o tym, jak ma rozegrać akcję, jak zaszachować przeciwnika, jak doprowadzić do zakończenia partii nie patem? Praca umysłowa potrafi bardziej wycieńczyć niż ta fizyczna. Stąd wielokrotnie słyszymy o przypadkach śmierci na zawodach szachowych, bo serducho często nie wytrzymuje napięcia, albo mózg zostaje tak przesilony, że doznajemy udaru lub gorzej. Tutaj nie jest walka o to, kto więcej kasy zgarnie za mecz. To jest walka umysłów, kto ma potężniejszy. Mecze oglądają garstki ludzi, ale patrzą w kierunku jednego stołu, gdzie jest plansza i rozstawione na jej powierzchni bierki, pośrodku za nią stoi zegar czasu gry, a po obu stronach stołu siedzą zawodnicy. Dookoła ciemność, a na was skupione są reflektory i oczy widzów. A ty walczysz ze zmęczeniem i z sytuacją na planszy.

Miano „współczesnych gladiatorów” nadaje się też dla triathlonistów – ludzi ze stali! Najpierw pływanie, potem rower, na końcu bieg. Od kilku kilometrów przez półmaraton po ultramaraton. Bez przerw. Nie ma momentu na wytchnienie. Ludzie stojący wzdłuż trasy i przy strefach zmian obserwują, jak się męczysz lub przezwyciężasz kryzysowe sytuacje. A w dodatku musisz pamiętać o regulaminach. Co prawda, masz dostęp do różnych napojów energetycznych podczas trwania zawodów, ale pomocy medycznej na trasie nikt ci nie udzieli. Jesteś zdany sam na siebie. Często od zwycięstwa najważniejsza jest kwestia dotarcia do mety w jednym kawałku. Gdy odnosisz triumf, za każdym razem czujesz dumę. Wielką, bo nie dosć, że zwyciężyłeś ze sobą, to jeszcze z przeciwnikami. Jesteś człowiekiem ze stali, po raz enty, ale jesteś! Wygrałeś batalię. Ale czy twój organizm będzie na tyle potężny, aby przezwyciężyć zmęczenie po zawodach, czy też skutki zmęczenia uwidocznią się minuty po przekroczeniu mety? PODOBNIE JEST jeżeli chodzi o maratończyków czy chodziarzy. Po kilka godzin biegną/idą, aby dotrzeć do mety. Pomijam to, że biegi wygrywają najczęściej Kenijczycy/Etiopczycy, po których tego zmęczenia nie widać, zwracam uwagę szczególnie na tych bardziej białej karnacji skóry. To u nich widać to zmęczenie, szczególnie jak bieg odbywa się w pełnym słońcu. Wtedy walka z upałem i z kryzysami często prowadzi do omdleń. A zdarza się też tak, że odcina prąd i masz ciemność w oczach; biegniesz na wyczucie. I pamięć nie zawodzi. A gdy docierają na metę, padają na asfalt i potrafią tak leżeć parę minut. Na tym polega regeneracja po jakże ciężkiej fizycznej walce.

Kończąc, jest wiele dyscyplin, gdzie miano „współczesnych gladiatorów” może być przyznawane. Mógłbym tak w nieskończoność wymieniać kolejne dyscypliny, ale wybrałem i tak te najbardziej szczególne. Współczesny gladiator to nie jest tylko zawodnik MMA. Mam nadzieję, że po tym moim wywodzie, lekko przydługim, przekonaliście sie, że jest wiele osób, które walczą w swoich dyscyplinach i też niczym gladiatorzy odnoszą triumfy i porażki. Często z sobą walczą. I wygrywają te najważniejsze batalie w życiu.

Tym akcentem kończę, dzięki za uwagę i za przeczytanie, jeżeli macie jakieś refleksje i znaleźliście innych współczesnych gladiatorów, piszcie w komentarzach – możemy śmiało podyskutować! Do zobaczenia następnym razem, trzymajcie się!

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestPrint this pageEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *