Najważniejsze #informacje ze świata mediów

Browse By

Sportlight Extra #58

Ostatniej nocy odbyła się nazywana przez PR „walka stulecia” pomiędzy odchodzącym – już na pewno! – na bokserską emeryturę Floydem Mayweatherem juniorem oraz mistrzem UFC Connorem McGregorem. Walkę wygrał ten pierwszy, a co mnie zbulwersowało, co mnie ucieszyło, o tym w 58. magazynie, gdzie nie ma piłki nożnej.

W sumie to przesadziłem z tą „walką stulecia”, bo bardziej to była – jak to nazywają ludzie – walka o pieniądze. Ale dobra, niech będzie! Odbyła się ostatniej nocy na stadionie T-Mobile w Paradise, stan Newada. Ponieważ ludzie od Irlandczyka i Amerykanina zgadali się, że ma to być walka premium, to ta walka faktycznie była premium! W Polsce w Cyfrowym Polsacie szaleniec, który miał ochotę wytrwać do 6 rano, musiał wybulić cztery dychy, czyli tyle, ile za standardowe PPV! W Juesejach cena wynosiła jedyne 99.95. W dolarach.  Plus, jeżeli chciałeś obejrzeć w Ejdż Di, a nie w marnym SD, to musiałeś dobulić dychę, u nas  filantropi z CP zadbali o HD bez dopłat!  I tak też było w wiekszości państw, że walkę można było wykupić w PPV, a w krajach biedniejszych, czyli Ukraina, Tadżykistan, Słowacja (mimo że się rozwija!), Rumunia, Mołdawia, Kirgistan, Kazachstan, Chorwacja czy Białoruś (a w Rosji było w Pierwyj Kanał, a jest Rosja ponoć dziana, ale ludzie biedni!) walkę można było obejrzeć za darmo. Stary Zyga więc chciał się znowu wzbogacić… 

W każdym razie, atmosfera walki narastała od kilku tygodni, zdjęcia z treningów, słowa samych zawodników, aż wreszcie ważenie, gdzie walczyli na słowa, Connor mówił, że zniszczy Floyda, a Floyd, że nie tacy z nim walczyli i go też pokona. Zwykły PR, ale pewnie skutecznie przemawiający do zwolenników któregoś z nich. W końcu nastał niedzielny poranek (w Juesej sobotnio-niedzielna noc!) i walka o pas mistrzowski z 24-karatowego złota. Przed Mayweatherem była okazja do poszerzenia swojego streaku do 50-0, a McGregor miał pokazać, że nie jest mocny tylko w gębie! I faktycznie, pierwsze rundy pokazały, że McGregor nie jest mocny tylko w gębie, bo poobijał trochę genialnego Amerykanina mistrz UFC. I to trwało z cztery rundy, bo Irlandczyk (który w MMA walczy trochę krócej, bo max. 3 rundy po 5 minut) pokazał, że jednak sobie mógł trochę poobijać Floyda, ale z wytrzymałością coś nie pykło i od piątej rundy Mayweather zaczął wyprowadzać ciosy,  McGregor z rundy na rundę tracił dystans do wielkiego mistrza z USA. To zaczęło ujawniać, że MMA i boks dzieli taka przepaść, jak Celtic i inne drużyny w lidze szkockiej – wiem, że niecelne porównanie, ale innych Wam tu nie znajdę! Tak oto chwiejącego się na nogach McGregora sędzia zatrzymał i przerwał pojedynek w dziesiątej rundzie pojedynku, a on był zakontraktowany na 12 rund.Około siódmej rano mogliście pójść lulu albo po bułki do sklepu! Bo Wielki Floyd w takim stylu odszedł (na pewno!) na emeryturę z wynikiem 50-0, z pasem z 24-karatowego złota, z byciem legendą boksu, a McGregor wraca do Juefsi, do świata, gdzie jest mistrzem i za to ma szacun u ludzi.

Osobiście do tego pojedynku miałem dość chłodne nastawienie. Bo myślę, że głównie tutaj chodzilo o kasę, bo jeżeli spojrzymy na zarobki obu zawodników, to Floyd weźmie 100 milionów $, a McGregor około 30, choć pewnie i tak wyjdzie, że FMjr zarobi 300, a McGregorowi wyjdzie około 100 milionów.  Ponadto tutaj oprócz oficjalnych tych stu milionów od promotora i dystrybutora, czyli Showtime, będą wpływy z PPV, z reklam, to pewnie będzie 1/4 zysku. I nie tylko ja mam wrażenie, że tu chodzi o hajs, bo wielu ludzi wyraża takie zdanie w internecie, ale tak naprawdę jeżeli teraz tak spojrzeć, to zarówno Irlandczyk, jak i Amerykanin chcieli zadbać o to, aby ta walka faktycznie była dla potu, dla krwi,  dla sińców i niesamowitych wymian ciosów. To nie wyglądało tak, jakby walczyli o kasę. Jakby walczyli wyłącznie o pieniądze, to ta walka byłaby zaplanowana na sześć-osiem rund i by się zakończyła jakimś remisem, czy nie byłaby toczona o pas, też pieniądze zostałyby przelane na jakiś szczytny cel.  Tu też chodziło o pokazanie piękna boksu, co z tego, że walczył mistrz boksu z mistrzem mieszanych sztuk walki, przecież mistrz MMA też potrafi się boksować, też potrafi wymieniać ciosy, co wielokrotnie podkreślał w oktagonie Connor McGregor. On to umie, potrzebował tylko doskonalenia w tym okresie przed walką, co pokazał w pierwszych rundach tego pojedynku, potem Mayweather się ujawnił, mimo że przeczekał jak profesjonalista, oszczędzając siły. I może to było o duże pieniądze. I może wywalenie czterech dych w to było najgorszą inwestycją w Waszym życiu – ja tego nie zrobiłem, bo to byłoby nielogiczne. Tak jednak mogło się opłacać. Bo czasem duża kasa w grze potrafi wzbudzić emocję, jakieś wyższe uczucie i chęć zniszczenia przeciwnika. Choć tego tu nie było, tak jednak szacun dla  McGregora za wytrzymanie 10 rund, a dla Mayweathera za zdobycie pasa i koniec kariery w dobrym stylu. Nie mistrzowskim. Mistrzowski to by był, jakby walczył z Joshuą o MŚ.  Ale trzeba naturalnie oddać mu to, co królewskie, co mistrzowskie.

I tym akcentem kończy się 58. magazyn bez piłki nożnej, choć jedno porównanie było! A propos piłki nożnej. Ważą się losy piątkowego i przyszłoponiedziałkowego Sportlighta LIVE z meczów reprezentacji z Danią i Kazachstanem. Nie mam żadnego kontaktu z Przemkiem, w ogóle, jeżeli często odwiedzacie nasz serwis, to widzicie, że newsy wrzucam od jakiegoś miesiąca tylko ja. Możliwym więc jest, że te wydania się nie odbędą, a po prostu zbiorę moje podsumowania z obu spotkań i wrzucę w przyszły wtorek jako normalne wydanie magazynu. Może się tak też zdarzyć, że ja sam je poprowadzę i wezmę na barki dwie połowy. Całe dwie połowy. Jeżeli tak się stanie, to spotkamy się w piątek i w poniedziałek o 20:20 i będziemy razem emocjonować się kolejnymi bramkami Roberta Lewandowskiego!  Ale niczego nie gwarantuję. Jeżeli ktoś chciałby pomóc, zgłoście się do mnie na Twitterze @rafal016, albo na mejla redakcyjnego redakcja@omediach.info. Dzięki i do zobaczenia następnym razem!

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestPrint this pageEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *