Najważniejsze #informacje ze świata mediów

Browse By

Sportlight #222

Reprezentacja zakończyła sezon 2017 spotkaniami z Urugwajem i Meksykiem. Pożegnaliśmy Króla Artura. A w 222 wydaniu ocenię te spotkania i ten sezon, który był wybitny!

W miniony piątek na Stadionie Narodowym rozpoczęliśmy przygotowania do Mundialu w Rosji. Pierwszym rywalem była drużyna Urugwaju, Adam Nawałka zdecydował się na test ustawienia z trzema obrońcami, które zresztą zostało zastosowane również w spotkaniu z Meksykiem. W obronie zagrali Thiago Cionek (po przerwie zastąpił go Jędza), Jarosław Jach – warto nadmienić, jego debiut – i Kamil Glik. Zabrakło Pazdana, który leczy kontuzję stawu skokowego. Na napadzie od pierwszych minut grał Kamil Wilczek, w pomocy trener sprawdzał Jacka Góralskiego. Nie było Lewego, bo sztab szkoleniowy nie chciał ryzykować głębszego urazu, a Robert ma jednak pewne przeciążenia wynikające z gry w Bundeslidze i Lidze Mistrzów.  W bramce po raz ostatni zagrał Artur Boruc, jego pobyt trwał 44 minuty, które były bardzo dobre, przypomniały się te piękne lata, kiedy to Boruc jako jedyny z reprezentacji prezentował przyzwoity poziom, bo o reszcie szkoda było gadać; za niego wszedł Łukasz Fabiański, który również do końca meczu był kapitanem reprezentacji, bo opaskę przejął od Króla Artura. Poziom gry w bramce był bardzo dobry, zarówno Boruc, jak i Fabiański wielokrotnie łapali piłkę i wybraniali nas z groźnych sytuacji. Tu też warto wspomnieć o obronie, niesamowicie się wyróżnil Jarosław Jach, czyścił niemiłosiernie oponentów z Urugwaju, myślę, że Jach może na dłużej zagościć w reprezentacji, no hej, on dopiero ma 23 lata! Na pewno tu jest ogromny potencjał. Jak słusznie zauważyli eksperci, Edinson Cavani nie doszedł do żadnej okazji strzeleckiej, co pokazuje, jak świetnie pracowała defensywa naszego zespolu. Piłkarze się wracali, zagęszczając się w wielu miejscach i powodując, że Urugwajczycy nie mieli wytchnienia. No to teraz coś o ofensywie. Kamil Wilczek zagrał dobrze, doszedł do paru sytuacji strzeleckich, wiem, że jest troszkę starszy już, ale na pewno coś w tym meczu pokazał, czego nie można powiedzieć o Kubie Świerczoku, który wszedł za niego. Sorry, ale ja nie dostrzeglem żadnych pozytywów z jego gry. Gubił pozycję, nie potrafił otrzymać i utrzymać piłki na swojej pozycji. Pewną prawidłowością jest to, że kto gra kiepsko w Ekstraklasie, utrzymuje ten poziom w grze reprezentacyjnej. Skrzydła pracowały świetnie, Grosicki i Błaszczykowski tworzyli akcje, też niektóre sytuacje – tu już piszę o pomocy – zaczynał Krychowiak, który zagrał dobry mecz w Warszawie. Góralski zaprezentował świetny poziom, więc raczej go w Rosji zobaczymy. Cofnięci skrzydłowi – zarówno Bereszyński jak i Rybus też dali radę. Mecz był bezbramkowy, więc wyszliśmy z niego bez szwanku, do 60 minuty coś się działo, potem mogliśmy wziąć podusię i zasnąć! Tylko martwi mnie ta skuteczność, bo wytworzyliśmy akcje, ale nie wykończyliśmy jej, szczególnie zwracam uwagę na sytuację Wilczka, gdzie dało się lepiej strzelić i mielibyśmy 1:0. W każdym razie, zagraliśmy bardzo dobry mecz, nie było siary, przez pewien czas nie było nudy, a trener Nawałka ma już utwierdzenie w fakcie, że może stosować 3-4-3 czy 3-4-2-1 na przeciwników podczas Mundialu!

No to teraz coś trochę gorszego, czyli spotkanie z Meksykiem w Gdańsku. W tym meczu, oprócz wyżej wymienionych piłkarzy, zabrakło: Krychowiaka, Grosickiego, Glika, co oznaczało, że graliśmy w zdecydowanie słabszym ustawieniu. Kapitanem był Wojtek Szczęsny, Glika w obronie zastąpił Jędrzejczyk, w pomocy Krychowiaka zastąpił Kędziora, Zieliński zaczął mecz zamiast Góralskiego, Makuszewski zamiast Błaszczykowskiego, Mączyński zamiast Grosickiego, a na napadzie Świerczok zamiast Wilczka. I cóż, zdecydowanie widać, że bez Glika w obronie łapiemy jakąś zwiechę i się gubimy, co pokazała akcja w – o ironio! – trzynastej minucie, kiedy to Jimenez wykorzystał nasze zakłopotanie, nasz brak krycia i wykorzystał sytuację, strzelając jedynego gola w spotkaniu, i – ponownie „o ironio!” – swojego trzynastego zarazem w narodowych barwach. Polska obrona zawiodła i niestety nie ma tutaj na nic usprawiedliwienia. Taktyka na mecz była głównie taka, że wyprowadzamy atak z kontry i może się coś uda. Bo przewaga w posiadaniu pilki w reprezentacji Meksyku była zauważalna, oni zaczynali zawsze swoją akcję od budowania posiadania piłki, potem szli do przodu, jak nie szlo, cofali piłkę, ale się utrzymywali przy piłce. Nam tego brakowało, bo też gubiliśmy w pewnych momentach piłkę, czasem w błahych sytuacjach. Ale to mecz towarzyski i rezultat się nie liczy tak bardzo, jak sprawdzenie wariantów gry. Jach w obronie po raz kolejny pokazał, że świetnie się sprawdza w obronie. W bramce, pomijając tę jedną feralną sytuację, dobrze grał Szczęsny, dzięki niemu i obrońcom nie straciliśmy większej liczby bramek i to cieszy. Jakość w pomocy dawał Karol Linetty, który miał wiele pięknych sytuacji, szczególnie wyróżniam tę z 50 minuty, gdzie gdyby troszkę precyzyjniej uderzył, to mielibyśmy bardzo ładną bramkę z dystansu! Ofensywnie jednak też z lekka dramat, bo o ile pomoc się sprawdzała, o ile pomoc dobrze pracowała, tak jednak nadal Świerczok jakości nie dawał, zmiana na Stępińskiego trochę poprawiła jakość gry napastnika, ale jednak to nie było to coś, co mogłoby dać nam wyrównanie. A propos zmienników. Świetnie sobie radził Wolski, on naprawdę pokazał to coś, czego szukaliśmy, zresztą Kuba Błaszczykowski też miał zauważalną pozycję, gdy wszedł na boisko. No i wszedł lider asyst najlepszej ligi świata, czyli Rafał Kurzawa; jeżeli byłoby lepsze ustawienie, to nawet tutaj miałby asystę! Bo aspektów technicznych nie można mu odmówić i naprawdę szacun dla trenera Nawałki za powołanie go. Mecz przegraliśmy, Janusze wylęgły z nor, że jest fatalnie, ale pamiętajmy, że to był tylko mecz towarzyski! Co z tego, że rok kończymy bilansem 5-1-2. Trener Nawałka musi szukać alternatyw dla Lewego, Pazdana, czy Krychowiaka. Dobrze, że są takie mecze towarzyskie, bo jak będzie Liga Narodów, to takich okazji nie będzie. Innymi słowy, podsumowując ten mecz… ALE MEKSYK!

No więc a propos całego sezonu reprezentacyjnego. Awansowaliśmy na Mistrzostwa Świata, co jest najpiękniejsze! Podsumowując całościowo, to był bardzo dobry sezon. Pokazał, gdzie jesteśmy dobrzy, a gdzie musimy coś poprawić, tu zwracam szczególną uwagę na grę w obronie, bo straciliśmy 10 bramek przy 18 strzelonych, tyle samo ile w 2016, ale tam strzeliliśmy 22 gole. W 2015 straciliśmy 11. Nie ma więc zbytniego dramatu, skuteczność trochę mniejsza, ale stabilizacja jest potrzebna. Gramy stabilny futbol, mamy styl, którego nam zazdroszczą inne reprezentacje. Myślę sobie, że jeżeli poprawimy parę błędów w grze defensywnej, to w 2018 będziemy grać dużo lepiej. A wiem, że tak będzie, bo trener Nawałka na pewno już pracuje nad meczem w marcu, nie wiemy jeszcze z kim, ale jeżeli dopracuje wszelkie aspekty w grze defensywnej i ofensywnej, to możemy tak grać, jak przed turniejem we Francji. Nie będę się tutaj rozwodził, gdzie mamy dojść, po co mamy dojść i czy będzie #NawałkaOUT (a nie będzie!) na Mistrzostwach Świata, bo to jeszcze nie czas. Liczę na to, że zlikwidujemy błędy i w 2018 pokażemy, na co nas stać!

I na koniec słowo o barażu Włochy vs Szwecja. Wczoraj okazało się, że to Szwedzi pojadą na Mundial do Rosji, wygrali pierwszy mecz u siebie w Solnie 1:0, a w spotkaniu na San Siro w Mediolanie dzielnie się bronili, pomimo nacierających jak wściekli Włochów i wywalczyli bezbramkowy remis. No i tak. Szwedzi wracają po 12 latach (jak my!) na Mundial, a Włosi znikają z niego pierwszy raz od 60 lat, ostatni raz – o ironio! – nie było ich na Mundialu w Szwecji w roku 1958, tak na marginesie pisząc, Szwedzi zostali wicemistrzami świata. Ten mecz był pożegnaniem dla wielkich sław. Dla Bonucciego, Barzagliego, Chielliniego, de Rossiego (swoją drogą, mądrzejszy od trenera!) no i wielkiego Gianluigiego Buffona. Wielki kapitan Azzurich zalał się łzami w wywiadzie dla RAI, zrozumiałe i bardzo przykre. Przeprosił za cały włoski futbol, nie za siebie, powiedział także bardzo mądre słowa, że w piłce wygrywasz jako drużyna i przegrywasz jako drużyna, a trener jest częścią tej całej drużyny. Mundial w Rosji miał być dla niego pożegnaniem z karierą, wielką karierą bramkarską w reprezentacji rozpoczętą w roku 1997, w 1995 w Parmie, gdzie bronił 6 lat i przeszedł do Juve. Wielkie parady, obrony, pamiętne rzuty karne w 2006 roku w Niemczech.  Kto nie uronił łzy, kiedy wielka legenda bramkarstwa żegna się z karierą reprezentacyjną w tak smutnych, tak okropnych okolicznościach? Będzie brakowało Gigiego, dla którego teraz celem jest triumf w Lidze Mistrzów – jego największe marzenie, życzę, aby je spełnił. Będzie brakowalo Włochów. Na pewno nadchodzące lato nie będzie dla nich okresem radości, dumy z piłkarzy. A gdyby parę sytuacji wykorzystali wczoraj…

Tyle w 222 wydaniu, dzięki za przeczytanie, mam nadzieję, że będziecie w weekend, możecie skomentować, zapraszam. A tymczasem do zobaczenia, na razie, cześć!

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestPrint this pageEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *