Najważniejsze #informacje ze świata mediów

Browse By

Sportlight #228

No cześć ludzie, dzisiaj Wam opowiem o tym, jak Kamil Stoch zdobył drugi raz Złotego Orła, wygrywając wszystkie konkursy 66.Turnieju Czterech Skoczni. Dlatego, w 228 Sportlighcie, muzo natchnij mnie, abym mógł opowiedzieć Czytelnikom o tym niesamowitym zjawisku!

Kamil Stoch w tegosezonowym Turnieju Czterech Skoczni bronił triumfu sprzed sezonu, kiedy to w ostatnim konkursie w Bischofshofen skorzystał z pecha Tandego i wygrał konkurs oraz turniej, zachowując sporą przewagę nad drugim Żyłą i trzecim Tande. W tym sezonie przystępował w Oberstdorfie z pozycji czwartego skoczka klasyfikacji Pucharu Świata oraz brązowego medalisty Mistrzostw Polski. Tak, brąz może być złotem! Ludzie stawiali w roli faworyta nie tylko Kamila, ale też Stefana Krafta czy liderującego w Pucharze Ryszarda Piątka z Niemiec. A jak to wyglądało? Lecimy!

Kamil swoją podróż rozpoczął od Oberstdorfu, tam na skoczni rozpoczął batalię o pozycje najlepsze do dalszej rywalizacji. I kwalifikacje pokazały, że dyspozycja była słaba, zajął 28 miejsce, więc ludzie byli w szoku. Lepsi byli wyżej, więc była sensacja. Ale potem powstała rewelacja! Kamil wygrał w parze z Manuelem Fettnerem, bijąc go odległością i punktami. Po pierwszej serii był na czwartym miejscu razem z Fannemelem. A liderem był niski Austriak Kraft przed Freitagiem i Kubackim. To, co się potem działo to była istna poezja. Kamil skoczył 137m, najdalej w serii finałowej, nikt go nie przebił, nikt dalej nie skoczył, nikt nie wykazał takiego spokoju w locie, więc Polak został na swojej pozycji, triumfując drugi raz z rzędu w konkursie Turnieju Czterech Skoczni. Dawid po swoim skoku był drugi, ale został Freitag, który Polaków na podium przedzielił, a jeszcze bardziej ich rozdzielił Kraft, bowiem był jeszcze Stefan Hula. On był piąty w tym konkursie, co stało się najlepszym jego wynikiem w karierze. Dzięki triumfowi, Kamil awansował na trzecie miejsce w Pucharze Świata, co powinno go bardzo ucieszyć. Ale, że kowal kuje, póki gorące i nie spoczywa na laurach, idzie walczyć dalej, bo co to jedno zwycięstwo!

Drugi konkurs to Garmisch-Partenkirchen. Sylwestrowe kwalifikacje, czyli jeszcze nie po maluszku, a przed maluszkiem czy jakimś szampanem! Spokojnie, wiem, że spędzili wieczór na pokerze i pójściu wcześnie spać. Tak czy inaczej, w kwalifikacjach Polacy zaprezentowali nieziemską formę. Zaczął Stefan Hula, skacząc 135,5 metra, tyle samo potem skoczył Dawid, ale że dostał więcej punktów za wiatr, to był wyżej – taka sprawiedliwość! Kamil skoczył 131,5m i ostatecznie dało mu to 6 pozycję. Nawet nie muszę pisać, że w konkursie wystąpił komplet Polaków, bo to wiecie! W konkursie Kamil odpalił rakietę i skoczył 135,5m, wygrał w parze z Wankiem, nie dał szans nawet Freitagowi, który po pierwszej serii był szósty. A po pierwszej serii za Kamilem był Bartol, Kobayashi, Geiger, Fannemel i wyżej wspomniany Niemiec. Aha, odpadł Kraft, więc w Austrii mogli wywiesić flagi żałobne! W drugiej serii Freitag odpalił bombę i skoczył 137m, gorszy był Fannemel i Kobayashi. Zostały dwa skoki do końca i właśnie w tym momencie zerwał się wiatr! Konkurs przerwany na około 10 minut, ludzie w nerwach, bo zaczyna się ściemniać, a to jedna z dwóch skoczni w Turnieju nieposiadających sztucznego oświetlenia. Musieli więc zdążyć z doskakaniem konkursu do końca, bo inaczej byłby żyri mityng i „Final Round cancelled”! Ale Bóg Wiatru, Walter Hofer uspokoił siły istniejące w powietrzu i umożliwił Bartolowi mało perfekcyjny skok, a Kamilowi Stochowi to, co zawsze. Czyli perfekcyjny, daleki, niczym nieograniczony skok na 139,5 metra! To dało mu triumf, Freitagowi opadły wąsy, bo Polak pokonał go o 7,8 pkt. Taka tam miazga. Kamil miał 2/4, ponadto drugi był w Pucharze Świata. W dodatku był pierwszym Polakiem, który triumfował w Nowy Rok! To nie koniec pierwszyzny, bo jeszcze wiele tu się wydarzy! Kamil powiększał swoją przewagę w turnieju nad drugim Niemcem, a tamtejsze media okrzyknęły go Zweitagiem!

Herzlich willkomen Osterreich! Zaczynamy drugą cżęść turnieju u sympatycznych Austriaków, których niemiecki jest średnio zrozumiały, a przy jodłowaniu wychodzi blado! Nadszedł Innsbruck, druga i ostatnia skocznia, na której konkursy mogą być tylko w dzień. Dołączył siódmy Polak, Tomasz Pilch, lider Pucharu Kontynentalnego, który mógł zaprezentować się przed szeroką widownią w czwartek, bo przeszedł kwalifikacje. Tak samo, jak reszta Polaków! Kamil tym razem był drugi, 127,5m i wysoka rekompensata za wiatr, dały mu drugą pozycję, 0,4 pkt nad Freitagiem! Czwarty był Dawid, a ósmy Stefan. Przyszedł i czwartek. Dzień, którego Niemcy woleliby nie wspominać, a Polacy wręcz przeciwnie. Richard Freitag skoczył 130m, ale jedna narta wpakowała się pod drugą i sympatyczny Ryszard wylądował na twardym śniegu. Potłukł się niemiłosiernie, do tego stopnia, że drugiej serii swoją obecnością nie zaszczycił. Kamil zaszczycił, nawet skokiem na 130m, który z miażdżącą przewagą dał prowadzenie po pierwszej serii. Triumf w parze z Schiffnerem takżę. W drugiej jego skok był tylko formalnością, dopełnił jej, 128,5m, co dało mu trzeci z czterech triumfów i wgniatającą w ziemię przewagę przed finałowym konkursem w Bischofshofen. Ludzie skoków zaczęli się zastanawiać, czy to jest możliwe, aby Kamil wyrównał rekord Hannawalda sprzed 16 lat – no wiecie, 4/4, Miklas go podejrzewał o oszukiwanie, ale jak to faktycznie było… Większość twierdziła, że tak, Kamil może wyrównać rekord, a to swoje potwierdzenie znalazło…

w sobotę w Bischofshofen! Ale czekajcie, jeszcze kwalifikacje. Te nam Polakom poszły znakomicie, bo Dawid wygrał kwalifikacje, a Kamil był 5, Stefan 14. Awansował komplet, więc mogliśmy mieć teoretycznie komplet radości, ale praktycznie tak nie byłó. Choć radości dodawał fakt, że Freitag nie wystąpił, więc Kamil, gdyby wygrał, mógłby założyć w Kulm zółty plastron lidera Pucharu Świata. I tak, Maciek Kot, Tomasz Pilch i Jakub Wolny odpadli po pierwszej serii. Wypadli bardzo słabo, choć w przypadku Tomka Pilcha to było usprawiedliwione młodością. Tak jednak odpadającego Maćka Kota nikt chyba się nie spodziewał. Piotr Żyła, mimo słabego skoku, jak i całkowicie słabej dyspozycji w tej edycji TCS, awansował jako szczęśliwy przegrany do drugiej serii. I Stefan, i Dawid, i Kamil. A było tak świetnie, że Kamil prowadził po skoku na 132,5m, drugi był Dawid Kubacki po skoku na pół metra bliższą odległość, trzeci był Stefan Kraft. Takie marne pocieszenie dla Austriaków! W finałowej serii coś strzeliło trenerowi, aby obniżyć belkę Dawidowi – może dlatego, że jego różnica punktowa z Kobayashim była niewielka. I tak przeszarżowali, że Dawid zepsuł skok i spadł w ogólnym rozrachunku na ósmą lokatę. Na górze został tylko Kamil, 10 belka, dobre wybicie i skok na 137 metr, dobre noty od sędziów i on to zrobił! 4 na 4, powtórzył wyczyn Svena Hannawalda, który jednak nikomu nie postawił piwa, a z Kamilem za to serdecznie się wyściskał! Kamil obronił Orła, wyrównał rekord, „dołączył do ekskluzywnego klubu” i zdobył żółtą koszulkę lidera Pucharu Świata. Jego łączna nota to 1108,8 pkt, o 69,6 pkt przed Andreasem Wellingerem, 87,5 przed Andersem Fannemelem, do którego Junishiro Kobayashi stracił dwie dziesiąte punktu! Dawid ostatecznie szósty, Stefan 12, Piotr 15, Maciek 23. Tak wyglądają dzieje polskiego narciarstwa! A Kamil jeszcze zdobył wczoraj Złotego Czempiona w plebiscycie Przeglądu Sportowego, różnica głosów była bardzo niewielka między nim i Robertem Lewandowskim. Ski jumping wygrał! A w Polsce Stochomania rozpoczyna się na dobre. GENIUSZ! Jeżeli utrzyma taką formę, to z pewnością obroni złoto w Pjongczangu, już o medalu na mistrzostwach w lotach nie mówiąc.

W ogóle też nie wiem, czy zauważyliście, ale przez to, że w kwalifikacjach zniknęli prekwalifikowani skoczkowie, teraz tylko ci mocniejsi wygrywają pary, a nie ci teoretycznie słabsi. Nie wiem, czy pamiętacie, ale w zeszłosezonowym turnieju, między innymi Kamil Stoch robił myk, że nie brał udziału w kwalifikacjach, aby móc zmierzyć się z najlepszymi w pierwszej serii. Myślę, że na czas Turnieju Czterech Skoczni można byłoby przywrócić prekwalifikowaną dziesiątkę, bo to trochę zabiera takiej magii, jeżeli w pierwszej serii nie mamy na przykład pojedynku Stocha z Kraftem, czy Freitagiem. Tak mamy do czynienia z sytuacją, gdy tylko ci lepsi wygrywają w swoich parach, a ci teoretycznie gorsi z numerami startowymi wysokimi tj. od 26 do 50 przegrywają w parze, ale jeżeli dobrze skoczyli, mają szansę na kwalifikację jako szczęśliwy przegrany. Naprawdę, FIS mógłby się zastanowić, czy w następnym sezonie nie przywrócić prekwalifikantów, bo okej, zabieg jest jak najbardziej fajny, że wszyscy muszą skakać w kwalifikacjach, ale to też trochę odbiera takiej magii pierwszej serii konkursów w turnieju. I to jest smutne. No bo jeżeli mielibyśmy prekwalifikantów, to mogliby oni zrezygnować ze skakania w kwalifikacjach i bum, mielibyśmy pojedynek Stocha z Freitagiem, Kobayashim czy nawet z Dawidem Kubackim.

I tym akcentem kończy się ten magazyn, dzięki za przeczytanie, zostawcie swoje komentarze poniżej, możemy podyskutować o tym turnieju jak i o przyszłości Stocha i innych skoczków. Następna ich przygoda już w przyszły weekend na mamucie w Kulm. Do zobaczenia następnym razem, trzymajcie się! I wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestPrint this pageEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *