Czy „Leśniczówka” będzie nowym „Klanem”? A może „Plebanią”?

W ubiegły piątek mieliśmy możliwość obejrzeć nową telenowelę TVP1 pt. „Leśniczówka”. Aktorzy i stacja zachęcała nas od tygodni w komunikatach prasowych do jej oglądania, gwarantując doborową obsadę aktorską oraz filmową realizację. „Leśniczówka” ma być emitowana raz w tygodniu po 2 odcinki między 17:55 a 18:55, czyli w porze „Klanu”, chyba najdłużej obecnie nadawanej telenoweli. Od kilku lat mówi się, że rody rodziny Lubiczów mają zniknąć z anteny TVP1. Czy nowa telenowela Jedynki ma szansę zastąpić wysłużony i ograny „Klan”? A może jednak została stworzona z tęsknoty za „Plebanią”?

Jedną z głównych zalet „Leśniczówki” już na pierwszy rzut oka jest obsada. Ta składa się z wielu znakomitych nazwisk, takich jak Marian Dziędziel, Krzysztof Globisz, Anna Seniuk, Krystyna Tkacz, Henryk Talar czy Jolanta Fraszyńska. Niestety, jak dowiadujemy się już nawet z opisów odcinków, rola grana przez Mariana Dziędziela jest tzw. występem gościnnym. Bardziej wprawiony widz może domyślać się, o co chodzi. To pewnie będzie cios dla tych, którzy czekali na jednoznacznie pozytywną rolę Pana Dziędziela w tej produkcji. Podobnie jest z rolą Krzysztofa Globisza, co prawda można wytłumaczyć to stanem zdrowia aktora. Na szczęście Panu Globiszowi nawet to nie przeszkadza w tym, aby skraść każdą scenę wyłącznie dla siebie. W dwóch pierwszych odcinkach nie zobaczyliśmy Anny Seniuk, ani Henryka Talara, ani Krystyny Tkacz i na razie nie wiadomo, jaką rolę w telenoweli ta trójka miałaby odegrać. Na ekranie oglądamy głównie Jolantę Fraszyńską, Marka Bukowskiego, Przemysława Bluszcza i Michała Czerneckiego. Mamy też młodszą część obsady: Agatę Turkot i Julię Kostow. Zobaczymy też Grzegorza Pawlaka, aktora, ale też znanego lektora telewizyjnego i radiowego w roli detektywa.

Na pierwszym planie nie ma się do czego przyczepić – aktorzy dosyć wiernie interpretują to, co przygotowali dla nich scenarzyści. Na drugim planie momentami niestety już ten element szwankuje. Arkadiusz Nader w roli „człowieka od brudnej roboty” biznesmena Janusza Karcza (skądinąd – czy to imię i nazwisko kogoś Wam nie przypomina?) chyba nie do końca zagrał przekonująco. Miałem wrażenie, jakbym oglądał aktorstwo rodem z „Korony królów”…

W dwóch pierwszych odcinkach (każdy po ok. 25 minut) widz powoli poznaje świat serialu. Mam wrażenie jednak, że nie jest to zbyt sprawny proces. Krótkie sceny nie dają pełnej możliwości, aby mogła wywiązać się jakaś dłuższa rozmowa pomiędzy bohaterami. Czasami to po prostu tylko kilka zdań, co może nie sprzyjać w widzu zainteresowania o motywacje postaci. Z tego powodu bardzo trudno zapoznać się postaciami, zaprzyjaźnić się z nimi czy też kibicować im. Nawet kiedy w drugim odcinki umiera jedna z postaci, sposób realizacji i montaż sprawiają, że to wydarzenie pokazywane jest w bardzo powierzchowny sposób, tak jakby nic istotnego się nie wydarzyło. Mam jednak nadzieję, że kolejne odcinki będą stopniowo pogłębiać wiedzę o postaciach i dowiemy się znacznie więcej na ich temat do tego stopnia, aby zaangażować się w ich losy i im kibicować. W kwestii dialogów – jest poprawnie. Nic się nie wyróżnia na razie, być może ze względu na długość scen.

fot. TVP

Postać Janusza Karcza to w ogóle ciekawy przypadek. Mam wrażenie, że to postać, która wyszła trochę na autoparodię. Grana przez Przemysława Bluszcza postać potentat lokalnego przemysłu drzewnego. Trzęsie całą okolicą, szasta pieniędzmi na prawo i lewo, zawsze ma wyjście z sytuacji (pieniądze), a do wszystkiego dochodzi sam. Od czasu do czasu chodzi po domu z bacikiem. Ubiera się modnie, otacza się pięknymi wnętrzami. Nie wiem, jak Wam, ale przypomina on trochę kogoś z innej już kultowej telenoweli. Czy w niejakiej „Plebanii” nie mieliśmy Janusza Tracza? No właśnie, nawet imię jest to samo, a nazwisko łudząco podobne. Coś mi się wydaje jednak, że Przemysław Bluszcz nie ma szansy stać się taką gwiazdą Internetu i kilkuset przeróbek na YouTube, jak odgrywający rolę J. Tracza, serialowy Dariusz Kowalski.

Na pochwałę zasługują zdjęcia. Zdjęcia zamglonych łąk i lasów, a także samo położenie tytułowej leśniczówki tworzą niesamowitą, tajemniczą atmosferę. Sposób operowania kamerą też przywołuje skojarzenia z realizacją prosto z filmu, a nie jest to coś do czego przyzwyczajeni są widzowie telenowel. Oglądamy ujęcia z wielu perspektyw, ruchomą kamerą – co zwiększa dynamizm. Ten efekt zwiększa też wielość lokacji, w których dzieje się akcja telenoweli – mamy leśniczówkę, dom Janusza Karcza, firmę bohatera granego przez M. Bukowskiego ulokowaną Warszawie. To dodaje ruchu i nie mamy skojarzenia klaustrofobii z innymi telenowelami, których akcja zwykle dzieje się w kilku pomieszczeniach (najczęściej scenografiach wybudowanych w hali).

fot. TVP

Czy „Leśniczówka” ma szansę w najbliższej przyszłości zastąpić „Klan”? Jak najbardziej. Po pierwsze, dzięki dynamicznej realizacji ma ogromne szanse przyciągnąć nowych widzów do gatunku telenowel, np. znudzonych siermiężnością „Klanu”. Po drugie, „Leśniczówka” wykorzystuje schematy, do których widzowie tego typu produkcji są przyzwyczajeni, unowocześniając je zarazem, bo np. Janusz Karcz nie jest już takim zimnym draniem bez skrupułów, jakim był Janusz Tracz. Po trzecie, w fabule drzemie duży potencjał, który w kolejnych odcinkach może przynieść ciekawe rozwiązania w wielu wątkach.